– Fay – warczy Kent, robiąc krok w moją stronę. – Zostało ci kilka dni do porodu, nie będziemy wychowywać szczeniaka i noworodka jednocześnie...
– Cholera jasna, że będziemy – odpowiadam, unosząc podbródek i patrząc na niego hardo. – Nie odeślę Lil Kenta z powrotem na farmę...
Za moimi plecami Daniel wybucha śmiechem, słysząc imię szczeniaka, a Kent zamiera, wpatrując się we mnie, jakbym był






