Kent i ja poświęcamy jeszcze kilka minut, siedząc cicho razem na łóżku, głaszcząc szczeniaka i po prostu sprawdzając, co u nas słychać – upewniając się, że czujemy się dobrze i jesteśmy gotowi na to, co nadejdzie.
A reszta nocy?
Jest o wiele, wiele bardziej pracowita, niż się spodziewałam. Szczerze mówiąc, można by pomyśleć, że noc po porwaniu człowiek byłby zadowolony, mogąc po prostu zwiną






