Otwierając drzwi łazienki, ponownie zaciskam zęby i spoglądam z wściekłością na swój brzuch.
– Masz naprawdę gówniane wyczucie czasu, maleństwo – mruczę, ale wychodząc, niemal natychmiast potykam się o szczeniaka, który wpatruje się we mnie zatroskanym wzrokiem. Nie mogę powstrzymać cichego śmiechu, który wyrywa mi się z ust.
– Chodź, piesku – szepczę, kręcąc głową w jego stronę i ruszając prz






