Ivan osuwa się tak bardzo, jak tylko może, przywiązany do krzesła za kostki i nadgarstki. – Raz go pokonałem, prawda? – mruczy, a ja uśmiecham się z przekąsem, bo – cóż, ma rację. Moja mama – nie docenia Ivana, tak jak kiedyś Kent, co na dłuższą metę nie jest dobrym wyborem.
– Victorio… – mówi Kent, a jego głos jest teraz nieco niepewny, gdy pochyla się do przodu i wpatruje w moją matkę. – Czy






