Kiwam głową, zsuwając się bokiem z kanapy i opierając o Kenta, pozwalając mu przejąć mój ciężar, podczas gdy Gio chwyta moje nogi i razem opuszczają mnie na podłogę w salonie. Janeen już tam jest, uświadamiam sobie, rozkładając ręczniki. Szczeniak podskakuje przy moim kolanie, również zmartwiony, a ja wyciągam bezwładną rękę, by go pogłaskać – chcąc pocieszyć biedactwo, mimo że myślami jestem gd






