Krzyk wyrywa się również z mojego gardła, gdy moje oczy otwierają się szeroko i widzę Gio podnoszącego małe dziecko, i Gio... on się uśmiecha... jego twarz promienieje radością, gdy trzyma maleństwo w górze i obraca je nieco – całe czerwone i wściekłe – bym mogła zobaczyć.
– Dobra robota, Fay – mruczy, gdy wyduszam z siebie drżący, krótki śmiech i opieram się w pełni o Kenta, niezdolna oderwać






