Janeen tylko się śmieje, a kiedy wstaje z łóżka, Kent popycha ją lekko, żartobliwie w plecy, co sprawia, że szczerzy się do niego przez ramię.
— I weź ze sobą tego szczeniaka... — mówi Kent, sięgając po mojego małego przyjaciela, który jest przyciśnięty tak blisko mojego boku.
— Nieeee — wołam, obejmując dłonią mały brzuszek pieska i przyciągając go bliżej. — Nie, nie możesz zabrać szczeniak






