— Och, cicho bądź — wzdycham, krzywiąc się i rzucając Kentowi krótkie, gniewne spojrzenie, głaszcząc psa po miękkiej głowie.
— W porządku — mówi Kent, a jego głos jest teraz poważniejszy. — Dla psa, co powiesz na... Tytus.
— Tytus — powtarzam, siadając nieco wyżej, zaciekawiona.
— Jasne — mówi Kent. — Postać z klasycznej literatury, generał wracający do Rzymu, wszyscy chcą, by został cesar






