– Nie wiesz tego – szepczę, kręcąc na niego głową.
– Wiem – upiera się, przesuwając się znów tak, by usiąść u mojego boku, obejmując mnie ramieniem, dając ciepło i bezpieczeństwo. – Sprawimy, że będzie w porządku. Bianci – on jeszcze nic nie stracił na umowie z Monako – a ja jestem dla niego zbyt użyteczny, żeby mnie wkurzył krzywdzeniem Daniela czy Jerome’a…
– Kent – warczę, odwracając się,






