Budzę się gwałtownie z cichym sapnięciem, gdy samochód podskakuje na niewielkim wyboju tuż przed bramą Willi Bianci. Moje oczy otwierają się szeroko i spoglądam w górę, by zobaczyć Kenta, który odwrócił się już na swoim siedzeniu i patrzy na mnie. Kiwam mu lekko głową, dając znać, że wszystko w porządku, po czym odwracam się, by zerknąć na tatę, który patrzy na mnie z troską, a następnie w dół,






