A potem spoglądam w górę na Kenta, który stoi niewzruszenie u mego boku, z ramieniem wciąż biernie otaczającym mnie, z twarzą… pozbawioną wyrazu.
A przynajmniej pozbawioną wyrazu dla przypadkowego obserwatora. Ale ja go teraz znam – widzę w jego bezruchu, jak ciężko pracuje, by niczego po sobie nie pokazać. I wiem, że głęboko pod tym wszystkim wzbiera w nim ogromna studnia emocji.
Pochylam s






