Henry podniósł filiżankę ze stołu i wziął mały łyk. – Panno Parks, czy zawsze mieszkała pani w Nifelheim City?
Lekko zmarszczyłam brwi. – Panie Yeats, nie wezwał mnie pan tutaj tylko po to, żeby pogawędzić późną nocą, prawda?
Podniosłam głowę, żeby spotkać jego spojrzenie.
Wcale nie wydawał się zmartwiony moim bezpośrednim tonem. Zamiast tego, jego oczy złagodniały z uśmiechem, i zachichotał. – Pa






