Alex zawiózł mnie prosto do szpitala. Mało tego, że nie kupił mi nic pysznego, to jeszcze zorganizował kogoś, kto miał mnie pilnować dwadzieścia cztery godziny na dobę.
Szpitalny korytarz wypełniał drażniący zapach dezynfekcji, a od białego światła kręciło się w głowie.
Po serii badań okazało się, że wszystko ze mną w porządku. Mimo to Alex uparł się, żebym została w szpitalu na noc na obserwacji.






