Opuszczona fabryka cuchnęła stęchlizną i wilgocią, a ten przeszywający smród wywracał mi żołądek.
Walczyłam z paniką, nie spuszczając wzroku z Jaydena, który stał przede mną.
Niedaleko leżał Alex, blady i nieprzytomny, a krew z jego ran tworzyła kałużę, barwiąc podłogę.
„Laurel, jak mogłem dopuścić, żebyś umarła?” – powiedział Jayden, zerkając na mnie nonszalancko, z ironicznym uśmieszkiem na usta






