Spojrzałam na Melody, siedzącą z wyższością na sofie. Omiotła mnie lodowatym spojrzeniem.
– Co knujesz? – zapytałam z paniką w głosie, szarpiąc się bezskutecznie w uściskach dwóch babochłopów.
Poznałam w nich te dwie rosłe służące z ogrodu.
Zazwyczaj harowały przy ciężkich pracach, stąd ta ich siła. Trzymały mnie mocno za ramiona.
Wykorzystałam całą swoją energię, udając przerażenie.
Wiedziałam, ż






