Yvonne zbliżyła się do mnie miarowym krokiem. Czerwono-czarna suknia, niczym poskromiony płomień, falowała wokół niej z wdziękiem. Zatrzymała się tuż przede mną. Makijaż perfekcyjny, drobne zmarszczki w kącikach oczu umiejętnie zamaskowane podkładem.
Gdyby nie ten lekko sztywny uśmiech, zdradzający jej wiek, trudno byłoby uwierzyć, że ma więcej niż pięćdziesiąt lat. Stojąc obok Marvina, równie dob






