Dwadzieścia minut później karetka pogotowia zabrała kobietę prosto z komisariatu. Wcześniej rozwrzeszczany hol momentalnie spowiła cisza.
– Co tu się, u licha, dzieje?
– I bardzo dobrze im tak. Za każdym rozwydrzonym bachorem stoi rodzic, który ślepo go chroni i rozpieszcza.
Javier uśmiechnął się złośliwie, lekko trącając mnie łokciem. Z nieskrywaną ciekawością zapytał:
– Laurel, znasz tego faceta






