Marvin był wciąż oszołomiony, kiedy wprowadziłam go do salonu jubilerskiego.
W środku nie było tłumów. Ledwie przekroczyliśmy próg, podeszła do nas ekspedientka z wyuczonym uśmiechem, choć widać było, że myślami jest gdzie indziej.
Pewnie oceniła nas po wyglądzie i uznała, że nie należymy do tych, co wydają krocie. Po co tracić energię na klientów, którzy nie rokują?
– W czym mogę służyć? – zapyta






