Podeszliśmy do ulicy i zanim jeszcze weszliśmy do lokalu, poczuliśmy zapach pieczonego mięsa.
Po obu stronach ciągnęły się rzędy różnorodnych sklepików, a wśród nich kilka budek z grillowanymi specjałami. Na ruszcie kusiły szaszłyki we wszystkich możliwych wariantach.
Yaeger wybrał jeden z nich. Ledwo przekroczyliśmy próg, a ogarnął nas gwar. Skwierczące i dymiące mięso na grillu sprawiło, że mimo






