Następnego dnia zabrałam Zachary'ego i Sophinę do centrum handlowego. Marvin wstał dopiero w południe.
Wyglądał na przybitego, choć przesiedział w łóżku całą wieczność.
– Co jest? Stęskniłeś się za swoim łóżkiem? – rzuciłam, kątem oka na niego spoglądając.
Marvin wycierał mokre włosy ręcznikiem, odpowiadając z niezadowoleniem: – Nie, miałem koszmary. Byłem wykończony.
Marvin, zwykle beztroski i ni






