Noc była czarna jak smoła, a neonowe światła miasta migotały w tej gęstej ciemności jak rozsypane gwiezdne pyłki.
Czarna limuzyna zaparkowała cicho przed budynkiem. Szofer stał przy niej wyprostowany jak posąg, emanując arystokratycznym chłodem rodu Songów.
Wysokie obcasy Betty wystukiwały ostry rytm na chodniku. Ten dźwięk rozbrzmiewał w cichej nocy, potęgując wrażenie pustki.
Wysiadłam z windy,






