Uraz Marvina nie był poważny – jedynie draśnięcie nożem na ramieniu. Po opatrzeniu w szpitalu udało mu się na chwilę zasnąć. Kiedy się obudził, wciąż był blady jak ściana.
– Wszystko w porządku? – zapytałam, marszcząc lekko brwi. W głosie słyszałam irytację, kiedy piorunowałam Marvina wzrokiem. – Nie możesz tak dalej pracować. Nie boisz się, że padniesz trupem z wyczerpania?
– Nic mi nie jest. Po






