Deszcz ustał, a promienie słońca przedzierały się przez listowie, plamiąc ziemię złotymi łatami światła.
Powoli podniosłam się na łóżku, czując, jak ogarnia mnie słabość, a kończyny ociężałe są z wyczerpania. Dotknęłam dłonią czoła i poczułam bijący żar – byłam pewna, że dopadła mnie choroba.
Pośpiesznie się ogarnąwszy, sięgnęłam po telefon i napisałam do Danny'ego, że nie dam rady dziś przyjść do






