Podczas rodzinnego bankietu u Parksów, olbrzymia sala skrzyła się feerią świateł, które oblewały złotą poświatą bogaty wystrój. Elita towarzyska, odziana w wytworne kreacje, mieszała się ze sobą, wznosząc toasty i roześmiewając się w atmosferze wyrafinowania i radości.
Jednak pośród tego radosnego tłumu, czułam się jak uwięziona w lodowej pustce. Każde skierowane na mnie spojrzenie emanowało oboję






