– Laurel, dlaczego dałaś ten lek komuś innemu? – Maliyah spojrzała na mnie z nieukrywanym zniecierpliwieniem.
Na te słowa gwałtownie otworzyłam na wpół przymknięte oczy i spojrzałam na nią z niedowierzaniem.
– Komuś innemu? Marvin nie jest „kimś innym”. – Lekko zmarszczyłam brwi i odparłam cicho.
Maliyah zawsze była osobą o łagodnym usposobieniu, rzadko zwracającą uwagę na otoczenie.
Zdawało się,






