Kiedy wychodziliśmy, zbliżało się południe, a powietrze ociężale pachniało leniwym ciepłem.
Odwróciłam się, żeby spojrzeć na Alfiego, z myślą, by zaprosić go na lunch. Mały gest, który scementowałby nasz wspólnie spędzony czas.
W chwili, gdy miałam się odezwać, zadzwonił jego telefon, jak na złość, w najmniej odpowiednim momencie.
Na jego czole pojawiło się lekkie zmarszczenie, gdy zerknął na wyśw






