Powietrze w holu komisariatu zdawało się gęstnieć, stawało się ołowiane, wręcz dusiło.
Ludzie wokół wstrzymali oddechy. Wszyscy wbili wzrok we mnie i w mężczyznę ze sztyletem.
Skinąłem pospiesznie głową, gdy tylko usłyszałem jego zgodę. Serce waliło mi jak oszalałe, gotowe rozerwać klatkę piersiową.
Nie mogłem jednak dać po sobie poznać strachu. Starałem się zachować kamienną twarz i choć cień opa






