Stałam przed lustrem w salonie sukien ślubnych, a jego blask niemal mnie oślepiał. Miałam na sobie zjawiskową suknię, której dół rozpościerał się na podłodze niczym obłoki.
– O rany, wyglądasz przepięknie! Laurel, jesteś jak Kopciuszek po wizycie u Dobrej Wróżki. Aż serce szybciej bije na twój widok – wyszeptała Sophina z zachwytem w głosie, a w jej oczach malowała się nuta zazdrości.
Na moje usta






