Następnego ranka poprosiłam Sophinę, żeby zajęła się formalnościami związanymi z moim wypisem. Szczerze mówiąc, nigdy nie znosiłam szpitali i nie chciałam dłużej zamartwiać bliskich swoim stanem.
Potrzebowałam czasu, żeby dojść do siebie. Uczciwie mówiąc, poronienie nie było dla mnie największym zmartwieniem. Lekarz zapewniał, że jestem w dobrej formie, ale potrzebowałam porządnego odpoczynku.
Ode






