Droga wije się przez ciche wzgórza, pełne przytłumionej bieli i miękkich szarości – to ten rodzaj zimna, który okrada świat z dźwięku. Opony chrzęszczą na ubitym śniegu i żwirze, gdy wjeżdżamy na łagodne zbocze w stronę wioski. Niebo wisi nisko, bladosrebrne. Powietrze jest gęste od zimy.
Obok mnie Penny otula się szczelniej płaszczem i patrzy na migające za oknem drzewa. Jej oddech paruje na szyb






