Śnieg skrzypi pod naszymi butami, gdy maszerujemy ubitym szlakiem w stronę małego, odgrodzonego liną placu, gdzie odbywa się konkurs na bałwana. Słońce ostro świeci w górze, w ten sposób, że odbija się od każdej białej powierzchni i zmusza do mrużenia oczu, ale powietrze wciąż smakuje lodem i sosną.
Zerkam ukradkiem na Ashera. Nie wygląda, jakby było mu zimno. Oczywiście. Ma na sobie czarną bluzkę






