Podczas spaceru medal cicho brzęka o moją pierś, śnieg skrzypi pod butami, a nasze policzki są zaróżowione od zimna i śmiechu.
Piekarnia jest dokładnie taka, jaka powinna być – ciepła, złocista, rozświetlona. To maleńki budynek przypominający chatkę, owinięty sznurami światełek, z zaparowanymi oknami i krzywym kominem, z którego pachnie wanilią i cynamonem.
Asher przytrzymuje mi drzwi. Wchodzę do






