Biegnę za nim, a moje buty chrzęszczą na pokrytym szronem żwirze.
– Asher – wołam. – Proszę, zwolnij. Jeden twój krok to jak moich pięć.
Nie odpowiada, ale zwalnia na tyle, bym mogła go dogonić; tył jego płaszcza ociera się o moje ramię. Patrzy przed siebie, a jego szczęka jest napięta.
Za mną słychać szuranie szybszych kroków.
– Penny, czekaj.
Odwracam się. Tyler dobiega do mnie, jego oddech paru






