Droga powrotna do domku mija w ciszy. Penny nuci cicho obok mnie, wpatrzona w mijane drzewa, i wiem, że próbuje złagodzić to, co się właśnie wydarzyło.
Ale ja wciąż jestem wściekły.
Nie dlatego, że ci faceci szukali zaczepki – szlag, to już w zasadzie rutyna. Zawsze ktoś się znajdzie. W barze. Na siłowni. Jakiś dzieciak, którego przerosło własne ego. Albo gorzej – prawdziwi wrogowie próbujący mnie






