Zanim docieramy z powrotem do chaty, moje tętno wciąż nie wróciło do normy.
To za dużo. To wszystko, to za dużo. Ale doskonale wiem, że nie przestanę. Nie mogę.
Kopnięciem buta otwieram drzwi i przytrzymuję je dla niej, patrząc, jak wchodzi do środka; jej policzki są zaróżowione od zimna, a oczy wciąż nieco szkliste po wszystkim, co jej powiedziałem. Zdejmuje kurtkę i buty, odstawiając je przy wej






