Śniadanie w domku jest głośne i chaotyczne. Długie drewniane stoły są zatłoczone, ludzie na wpół śpiący, mrużący oczy przed porannym światłem, wpychają w siebie jajka i bekon jak zombie. Ktoś rozlewa sok pomarańczowy. Ktoś inny jęczy teatralnie nad kawą, zarzekając się, że już nigdy więcej nie weźmie alkoholu do ust.
Tyler siedzi obok mnie, z głową w dłoniach, wyglądając jak półtrup. Jego włosy są






