Dzień mija w leniwej, przyjemnej mgle. Jestem wciśnięta między dwa potężne ciała na kanapie – Tylera po mojej prawej i Ashera po lewej. Sprawia to, że czuję się jeszcze mniejsza niż zwykle, jak mała laleczka zgnieciona między dwiema żywymi górami. Tyler ma może z metr osiemdziesiąt, a Asher to solidny metr dziewięćdziesiąt parę mięśni i cienia. Tymczasem ja w dobry dzień mam ledwie metr sześćdzies






