Dzień mijał w przytulnej, błogiej mgle. Na zewnątrz śnieg padał powolnymi, leniwymi spiralami, otulając drzewa i chrzęszcząc cicho pod butami tych, którzy byli na tyle odważni, by wyjść. Po południu kilka osób zorganizowało niemrawą bitwę na śnieżki, a ich śmiech niósł się echem po lesie, ale większość z nas została w środku, w cieple, zagrzebana w kanapach, fotelach i grubych kocach.
Kilku chłopa






