Wymykam się z jadalni, a moje tętno już przyspiesza na samą myśl o dreszczyku emocji związanym z grą. Jenny nie podeszła, by poinstruować mnie o jakichkolwiek morderczych zamiarach, co oznacza, że nie jestem zabójcą. To dobrze. Oznacza to, że mogę zgrywać niewiniątko i przemykać się po domu bez wzbudzania zbytnich podejrzeń.
I okej, może potraktuję to jako wymówkę, żeby trochę powęszyć. Oczywiście






