Gdy jesteśmy już w środku, Penny zrzuca buty; czubki jej uszu są wciąż czerwone od mrozu. Drży lekko, po czym kieruje się prosto do kominka, chwytając polano ze stosu i schylając się, by otworzyć metalową kratę.
Obserwuję ją, opierając się plecami o drzwi, a moje tętno wciąż dudni po tym, jak zaledwie minutę temu jej nogi oplatały mnie w pasie. Jej zapach wciąż do mnie przylega — ta delikatna nuta






