Idąc, ciągle zerkam na Ashera; jego szerokie plecy poruszają się z każdym zdecydowanym krokiem, lewe ramię wciąż mocno przyciśnięte do boku. Trzyma się w ten opiekuńczy, napięty sposób, który sprawia, że się martwię. Nazwał to „krwawym przeglądem”. Nie mam pojęcia, co to znaczy, ale brzmi poważnie.
– Asher – mówię, przyspieszając kroku, by go dogonić. Moje buty skrzypią na zmrożonym śniegu. – Co m






