Zanim docieramy do domku, płaczę już trochę mniej, ale moje ciało wciąż drży, a serce mam ściśnięte, jakby skurczyło się o połowę. Ocieram policzki wierzchem dłoni, ale łzy wciąż płyną.
Max odprowadza mnie do drzwi, wciąż delikatnie obejmując mnie ramieniem. Pochyla się, by na mnie spojrzeć, a jego głos jest cichy i ostrożny.
– Będzie dobrze?
Kiwam głową, choć jest to chwiejny, niepewny ruch. – Ta






