Nie mogę oddychać.
Nie dlatego, że się boję. Nie dlatego, że jestem ranna. Ale dlatego, że przytłacza mnie on – ciężar wszystkiego, co przeżył, wszystkiego, co widział.
I wszystkiego, czego ja nie widziałam.
Wpatruję się w jego klatkę piersiową. W brutalną, surową bliznę, która biegnie od obojczyka w dół tułowia, znikając pod pasem dresów. Tę, która prawie go zabiła. Tę, o której prawie nie mówi.






