– Obudziłem się w szpitalu – mówię jej cicho. – Nie takim polowym. To był prawdziwy szpital. Białe ściany. Ostre światła. Maszyny wszędzie. Słyszałem je, zanim w ogóle otworzyłem oczy.
Penny jest zwinięta przy mnie, nieruchoma i cicha, jej palce spoczywają na moich żbrach. Mówię dalej.
– Moje ciało... to był wrak. Bolało tak bardzo, że nie mogłem się ruszyć. Nie mogłem mówić. Po prostu istniałem w






