Zaczęło się od burczenia.
Nie był to grzmot. Ani zapowiedź jakiegoś nowego dramatu.
Po prostu… mój żołądek.
– Chyba umieram z głodu – powiedziałam cicho z siedzenia pasażera, zwinięta pod bluzą Ashera jak pod kołdrą obciążeniową. Nogi miałam podkurczone pod siebie, włosy w nieładzie, a ciało wciąż na wpół uśpione. Przespałam całą pierwszą połowę podróży i czułam się z tego powodu winna, ale kiedy






