Jest cicho. To ten rodzaj ciszy, na który trzeba sobie zasłużyć.
Stoję przy zlewie kuchennym, gorąca woda spływa mi po dłoniach, gdy szoruję naczynia, których używaliśmy dzisiejszego wieczoru. Mydło pachnie cytrusami i rozmarynem. Penny jest kilka stóp dalej, wycierając blat powolnymi, okrężnymi ruchami. Włosy ma upięte, kilka pasm opada luźno wokół jej twarzy. Moja bluza wciąż wisi na jej ramiona






