Nowe klucze są zimne w mojej dłoni, gdy wjeżdżam na podjazd domu moich rodziców. Dostrzegam je na kółku – dwa z matowego srebra, jeden mosiężny i ostatni, mały i płaski, prawdopodobnie do skrzynki na listy. Już zaczynają wydawać się moje.
Za mną słońce prawie zaszło. Niebo przybrało barwę zimowego błękitu i śnieżnego blasku, ale ja potrafię myśleć tylko o tym, jak Penny uśmiechała się szeroko, tań






