Odstępuję od drążka i ciężko opadam na ławkę, pozwalając nogom swobodnie zwisać, podczas gdy próbuję złapać oddech. W piersi wciąż czuję wibracje po ćwiczeniach – głębokie *pliés*, strzeliste *battements*, moje mięśnie budzą się po zbyt wielu dniach przerwy. Naprzeciwko mnie Luc związuje włosy w schludny warkocz dobierany, a na jego ustach błąka się szelmowski uśmiech.
– No więc – mówi, opierając






