Bar szumi tą niską, niespokojną energią, która zawsze wypełnia takie miejsca po pogrzebie.
To nie jest impreza. Nikt nie śmieje się zbyt głośno. Dziś wieczorem nie ma muzyki, żadnego typowego piątkowego chłamu. Tylko tępy brzęk szkła, zgrzyt stołków o wypaczone drewno i sporadyczny stukot butów o podłogę w rytm wznoszonego toastu.
– Za poległych – mruczy ktoś przy barze.
Echo niesie się po sali.
R






