W chwili, gdy Penny znika za tylnym wyjściem, hałas cichnie.
Nie tak naprawdę. Nie w pomieszczeniu.
Ale we mnie.
Wszystko, co ma znaczenie, wychodzi właśnie tylnymi drzwiami z Boomerem – i przysięgam na Boga, że jeśli choć jeden z tych drani ruszy za nią, udekoruję to miejsce ich krwią.
Sępy rozłażą się teraz po sali. Jak zgnilizna. Łokcie na stołach, buciory na krzesłach, które do nich nie należą






